18 grudnia 2025 roku Władimir Putin skrytykował sekretarza generalnego NATO, Marka Ruttego. Ten ostatni wskazał bowiem na konieczność przygotowania się Sojuszu do ewentualnej wojny z Rosją. Putin, w charakterystycznym dla siebie stylu, retorycznie zapytał Ruttego oraz innych europejskich przywódców, czy potrafią czytać i czy w ogóle wiedzą, o czym mówią. Rozwijając swoją myśl, stwierdził, że Stany Zjednoczone nie postrzegają Rosji jako wroga, wobec czego trudno zrozumieć, w jaki sposób NATO — które, zdaniem Putina, bez USA de facto nie istnieje — mogłoby przygotowywać się do wojny z kimś, kto w amerykańskiej optyce wrogiem nie jest.

To pytanie prezydenta Rosji, choć bezczelne i obliczone na upokorzenie europejskich liderów, warto postawić także w Polsce. Otwartą pozostaje bowiem kwestia, czy polscy decydenci „potrafią czytać” i czy dostrzegają konsekwencje, jakie najnowsza strategia bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych niesie dla geostrategicznego położenia naszego kraju i jego polityki bezpieczeństwa.

Poniższe rozważania należy traktować wyłącznie jako głos w toczącej się debacie. Przedstawiony poniżej pesymistyczny scenariusz nie oznacza bynajmniej ostatecznych rozstrzygnięć. Celem analizy jest raczej uwrażliwienie na potencjalne ryzyka, jakie dla Polski mogą wynikać z implementacji nowej Narodowej Strategii Bezpieczeństwa (NSS) Stanów Zjednoczonych, a także zdynamizowanie dyskusji i działań na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa Polski w wymiarze geostrategicznym i geoekonomicznym. Działania te powinny być podejmowane w duchu suwerenności oraz budowania trwałej odporności na zagrożenia zewnętrzne, które, co wydaje się oczywiste, w pierwszym rzędzie płyną z Rosji.

Teza przewodnia niniejszej analizy jest następująca: NSS z grudnia 2025 roku oznacza istotną reorientację priorytetów Waszyngtonu, która z polskiej perspektywy kumuluje cztery zasadnicze zagrożenia. Po pierwsze, dokument ten sygnalizuje rosnącą otwartą wrogość wobec Unii Europejskiej jako samodzielnego podmiotu strategicznego. Po drugie, wskazuje na wyraźną preferencję USA dla relacji bilateralnych z wybranymi państwami europejskimi, kosztem spójności Sojuszu Północnoatlantyckiego. Po trzecie, prowadzi do pogłębienia asymetrii w stosunkach polsko-amerykańskich, ograniczając realną sprawczość strategiczną Warszawy. Wreszcie po czwarte, sprzyja normalizacji stanowiska wobec Rosji oraz zapowiada w tym kontekście rosnącą presję na europejskich sojuszników. Tendencje te rodzą dla Polski istotne ryzyka: wpychają ją w swoistą pułapkę strategiczną, zawężającą pole strategicznego manewru. Wikłają Polskę w trudne politycznie wybory: między USA (i NATO) a wspieranie procesu „natoizacji” Unii Europejskiej, rozumianego jako budowa europejskiej zdolności odstraszania i odporności. Nie bez znaczenia pozostaje też ryzyko utraty autonomicznych, krajowych zdolności jako skutku bezwzględnego polegania na gwarancjach sojuszniczych ze strony USA.

Jak zauważył Nikodem Rachoń, doradca szefa BBN, „Amerykanie są otwarci na poszerzenie współpracy w zakresie bezpieczeństwa z Polską na zasadach bilateralnych”. Z jednej strony należy pozytywnie traktować możliwość pogłębienia relacji z globalnym mocarstwem. Z drugiej jednak, nie można nie dostrzegać, że charakter tych stosunków jest wyraźnie asymetryczny, co nie nastraja optymistycznie w kontekście analizy długofalowych skutków NSS dla Polski.

Reakcja rządu i prezydenta na prezentację NSS nie może sprowadzać się do prostego „dostosowywania” polskich dokumentów strategicznych do wizji Stanów Zjednoczonych (co sugerował gen. Andrzej Kowalski, zastępca szefa BBN, mówiąc o potrzebie uwzględnienia w nich postrzegania zagrożeń i szans przez USA jako strategicznego sojusznika). Gdyby tak się stało, oznaczałoby to w istocie podporządkowanie polskiej polityki bezpieczeństwa interesom USA. To zaś z kolei może stać się źródłem ryzyka, ograniczając autonomię w projektowaniu własnej, optymalnej z perspektywy narodowych interesów, strategii i własnych scenariuszy działania. Należy podkreślić, że podporządkowywanie swoich interesów wielkiemu mocarstwu nie jest samo w sobie niedopuszczalne (vide bandwagoning), a państwa mają wszak swobodę w wyborze strategii zapewniania bezpieczeństwa. Problem pojawia się jednak w naturze na nowo zdefiniowanych (wyjątkowo) narodowych interesów USA i w wyłaniającej się koncepcji ich realizacji. Może ona istotnie i ze szkodą dla Polski ograniczać jej pole manewru w implementacji własnej polityki bezpieczeństwa.

  1. Wrogość wobec UE jako filar nowej narracji strategicznej USA

Szczególnego znaczenia nabiera zasadnicza zmiana języka i filozofii nowej strategii bezpieczeństwa USA. Porzuca ona retorykę wzmacniania demokracji oraz liberalnego ładu międzynarodowego na rzecz podejścia wyraźnie pragmatycznego, momentami wręcz transakcyjnego. Waszyngton sygnalizuje wolę „redukcji globalnych obciążeń” i jednoznacznie, bezkompromisowo uprzywilejowuje partykularne interesy takie jak bezpieczeństwo własnych granic czy utrzymanie dominacji w zachodniej hemisferze. W samym dokumencie, jak i w oficjalnych komunikatach pojawia się otwarta krytyka Europy – zwłaszcza w kontekście polityki migracyjnej, rzekomej „cenzury” debaty publicznej oraz erozji tożsamości kulturowej, a także wyraźna sympatia wobec nurtów narodowo-konserwatywnych na kontynencie europejskim. Jest to jakościowa zmiana tonu w porównaniu z wcześniejszymi strategiami, które, niezależnie od praktyki, przynajmniej deklaratywnie osadzały politykę zagraniczną USA i transatlantyzm w ramach wspólnoty wartości.

Dla Polski, państwa głęboko zakotwiczonego w Unii Europejskiej zarówno instytucjonalnie, jak i gospodarczo, zmiana ta ma charakter strukturalnie niekorzystny. Podważa bowiem legitymizację ram, w których Warszawa współtworzy europejską politykę bezpieczeństwa, solidarność sankcyjną wobec Rosji oraz mechanizmy odporności. W konsekwencji Stany Zjednoczone coraz wyraźniej sygnalizują, że współpraca z UE nie jest celem samym w sobie, a europejska „strategiczna autonomia” może być postrzegana nie jako zjawisko komplementarne wobec NATO, lecz jako próba uniezależniania się od amerykańskiego przywództwa.

Taka optyka politycznie komplikuje polskie zaangażowanie w rozwój obronnego wymiaru Unii Europejskiej — w tym inicjatyw mających wzmacniać europejskie zdolności wojskowe i przemysł obronny (w tym PESCO, EDIRPA czy planowany EDIP). Do tej pory były postrzegane jako uzupełnienie, a nie alternatywa dla NATO. W efekcie Polska może znaleźć się w sytuacji, w której inwestowanie w europejską zdolność odstraszania i budowanie odporności na zagrożenia będzie zarazem pożądane z punktu widzenia bezpieczeństwa regionalnego i problematyczne z perspektywy relacji z kluczowym sojusznikiem. To kluczowy element opisanej wcześniej pułapki strategicznej. Stąd pilna potrzeba nie tyle reaktywnych gestów lojalności wobec USA, co długofalowej, suwerennej refleksji nad miejscem Polski w zmieniającym się porządku euroatlantyckim.

2. Destabilizacja NATO jako wspólnoty interesów i wartości

NSS wyraźnie przesuwa akcent z multilateralizmu na relacje dwustronne, krytykując „nadmierne obciążenie” Stanów Zjednoczonych zobowiązaniami sojuszniczymi i wprost domagając się zwiększonego burden-sharing. Równocześnie łagodzi język wobec Rosji i ujmuje Europę w kategoriach bardziej transakcyjnych niż wspólnotowych. W efekcie osłabieniu ulega spójność strategicznej narracji NATO oraz jego aksjologiczna podstawa, dotąd oparta na odwołaniu do demokracji, praworządności i praw człowieka. Istotnym z perspektywy Polski ryzykiem staje się stopniowa erozja Sojuszu jako wspólnoty norm i zasad, w konsekwencji postrzeganie NATO przez pryzmat doraźnych interesów państw członkowskich.

Konsekwencją tej zmiany jest rosnąca skłonność Waszyngtonu do swoistego „deal-makingu” z poszczególnymi stolicami, co podważa logikę wypracowywania wspólnego stanowiska wobec Rosji i Chin oraz utrudnia budowę jednolitej architektury odstraszania na wschodniej flance. Z perspektywy Polski – państwa frontowego – oznacza to wzrost niepewności co do automatyzmu sojuszniczego wsparcia, spójności planowania obronnego oraz realnej gotowości NATO do działania w sytuacji kryzysowej.

3. Asymetria Polska – USA: więcej zależności, mniej sprawczości

Przez lata silna więź bilateralna ze Stanami Zjednoczonymi stanowiła jeden z kluczowych atutów polskiej polityki bezpieczeństwa – od wzmocnienia stałej i rotacyjnej obecności wojsk USA, przez dostęp do wybranych technologii wojskowych, po ścisłe współdziałanie w odpowiedzi na rosyjską agresję przeciwko Ukrainie. W realiach wyznaczonych przez NSS coraz wyraźniej ujawnia się jednak ryzyko pogłębiającej się asymetrii tej relacji. Rząd amerykański oczekuje bowiem większego wkładu finansowego i operacyjnego ze strony sojuszników, zachowując jednocześnie szeroką swobodę redefinicji własnych zobowiązań politycznych i wojskowych.

Taki układ może stopniowo ograniczać zdolność Polski do samodzielnego kształtowania bezpieczeństwa w najbliższym otoczeniu strategicznym – na Bałtyku, w Europie Środkowo-Wschodniej czy w ramach inicjatyw regionalnych – oraz utrwalać zależność od decyzji podejmowanych w Waszyngtonie, które, jak pokazuje doświadczenie ostatnich lat, bywają zmienne i podatne na wewnętrzne cykle polityczne.

Jednocześnie Polska ponosi rosnące koszty i ryzyka, budując istotne zdolności obronne oraz rozwijając projekt „Tarcza Wschód”, przy poziomie wydatków obronnych sięgającym niemal 5 proc. PKB w 2025 roku. Wzmacnia to krajowy potencjał odstraszania, lecz nie eliminuje ryzyka strategicznego w sytuacji osłabienia wiarygodności NATO i jego woli do kolektywnej obrony. Co więcej, im bardziej jednostronny staje się układ relacji polsko-amerykańskich, tym trudniej Polsce pełnić rolę współarchitekta europejskiej odporności – w obszarach logistyki, przemysłu obronnego, produkcji amunicji czy obrony powietrznej – w ramach wspólnych mechanizmów Unii Europejskiej.

4. Amerykańskie odprężenie wobec Rosji i presja na sojuszników

Wyjątkowo łagodny wobec Rosji język NSS przestaje być jedynie kwestią retoryki, a coraz wyraźniej odzwierciedla zmianę amerykańskiego myślenia strategicznego. Priorytetem dla USA staje się ograniczanie przezeń kosztów i ryzyk w ramach nowej strategicznej mapy wyzwań i zagrożeń. Tymczasem europejskie postrzeganie Rosji jako kluczowego zagrożenia bywa redukowane do subiektywnej „opinii mniejszościowych europejskich rządów” (s. 26 NSS), nie zaś definiowane jako trwały interes bezpieczeństwa USA. Jeżeli ten wektor miałby się utrwalić, presja na europejskich sojuszników – w tym na Polskę – by poszukiwać form „strategicznej stabilizacji” relacji z Moskwą mogłaby stopniowo narastać. Jest to tym bardziej prawdopodobne, im silniej USA będą angażować swoje siły i wysiłki w realizację celów takich jak bezpieczeństwo własnych granic, podkreślanie dominacji w zachodniej hemisferze czy zarządzanie rywalizacją z Chinami. Niechybnie odbije się to negatywnie na wsparciu dla Ukrainy, co jest zagrożeniem nie tylko dla Kijowa, ale i Warszawy.

Europejskie cele strategii bezpieczeństwa USA wynikają z dwóch nadrzędnych założeń: przywrócenia warunków wewnętrznej „stabilności” na kontynencie oraz osiągnięcia „stabilności strategicznej” w relacjach z Rosją. To pierwsze nie oznacza jednak wzmacniania europejskiej samodzielności strategicznej, lecz dążenie do odbudowy – w specyficznym, amerykańskim rozumieniu – europejskiego porządku, W praktyce oznacza to przyzwolenie, a momentami wręcz wsparcie, dla renacjonalizacji polityki europejskiej, osłabiania instytucji Unii Europejskiej oraz wzmacniania nurtów narodowo-konserwatywnych, przy jednoczesnym otwieraniu europejskich rynków na amerykańskie towary, usługi i miejsca pracy. Zamiast wspierania budowy regionalnej potęgi Europy, Waszyngton proponuje więc sieć relacji bilateralnych, osadzonych w retoryce „tradycyjnych wartości” i twardego interesu ekonomicznego.

Na tym tle znamienne jest jednoznaczne wpisanie Rosji w problem tylko li państw europejskich. W NSS nie jest ona przedstawiana jako strategiczne wyzwanie czy zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. Przeciwnie, to państwa europejskie — w niezrozumiały dla administracji Trumpa sposób — mają postrzegać Moskwę jako zagrożenie egzystencjalne. Konsekwencją takiego ujęcia jest redefinicja celu polityki USA wobec wojny w Ukrainie: nie zwycięstwo Kijowa ani trwałe osłabienie zdolności agresywnych Rosji, lecz możliwie szybkie zakończenie konfliktu poprzez negocjacje, których punktem wyjścia stają się de facto rosyjskie postulaty. Zgodnie z narracją NSS to europejskie rządy, określane jako niedemokratyczne i depczące prawa opozycji (s. 26 NSS),  formułują wobec konfliktu nierealistyczne żądania, prowadzące do przedłużania i eskalacji wojny, podczas gdy „zwykli Europejczycy” mają przede wszystkim pragnąć pokoju.

W praktyce oznacza to przedziwną ofertę skierowaną także do Polski: akceptację realizacji kluczowych celów strategicznych Rosji kosztem niezależności i integralności terytorialnej Ukrainy. Trudno uznać taki scenariusz za korzystny z perspektywy polskiego bezpieczeństwa. Przesuwa on bowiem ciężar strategiczny z aktywnego wspierania Ukrainy jako bufora bezpieczeństwa na konieczność przygotowywania obrony własnego terytorium wobec wzmocnionej, legitymizowanej politycznie Rosji. Dla państwa frontowego takiego jak Polska oznacza to nie stabilizację, lecz trwałe podniesienie poziomu ryzyka i dalsze zawężenie pola strategicznego manewru. To w krótkim i średnim okresie najważniejsze dla Polski wyzwanie wynikające z implementacji amerykańskiej strategii.

Polska w pułapce strategicznej: dlaczego „natoizacja” Unii Europejskiej staje się coraz trudniejsza

Teza o paraliżu polskiej polityki bezpieczeństwa i uwikłaniu ją w kontradyktoryjność (USA vs „natoizująca się” UE) znajduje w NSS mocne uzasadnienie. Stany Zjednoczone coraz wyraźniej sygnalizują niechęć wobec europejskiej autonomii strategicznej, interpretując ją nie jako uzupełnienie zdolności Sojuszu, lecz jako ryzyko stopniowego uniezależniania się Europy od amerykańskiego przywództwa. Tymczasem z perspektywy Polski najbardziej racjonalną odpowiedzią na potencjalny spadek amerykańskiej atencji byłoby właśnie podnoszenie europejskiej zdolności odstraszania i odporności w obszarach takich jak produkcja amunicji, bezpieczeństwo łańcuchów dostaw, mobilność wojskowa, obrona powietrzna i przeciwrakietowa czy przestrzeń cybernetyczna. Sprzeczność tych dwóch wektorów tworzy klasyczną pułapkę strategiczną: Warszawa może obawiać się, że ambitne inwestycje we wspólne zdolności UE zostaną w Waszyngtonie odczytane nie jako wzmocnienie Zachodu, lecz jako sygnał politycznej nielojalności. Na dodatek elementem pułapki jest zwiększenie ryzyka porzucenia wynikającego z głębokiej asymetryczności w relacjach z USA. Obawa przed utratą zaufania ze strony USA może prowadzić Polskę wprost do działań stojących w sprzeczności z polskim interesem narodowym.

Podsumowując, koszty rosnącej asymetrii w relacjach Polski z USA nie sprowadzają się wyłącznie do wydatków na zbrojenia. Równie istotne są koszty polityczne, mierzone zawężeniem przestrzeni manewru w trzech kluczowych wymiarach. Po pierwsze, w ramach Unii Europejskiej coraz trudniej będzie Polsce forsować wspólne projekty zbrojeniowe i odpornościowe w sytuacji konsekwentnie dezawuowania przez USA unijnego formatu jako „biurokratycznego” lub „globalistycznego”. Po drugie, specyfika amerykańskiej polityki – łączenie presji na burden-sharing z preferencjami dla bilateralizmu wobec państw UE i NATO – grozi fragmentacją zarówno planowania obronnego, jak i budowy potencjału odstraszania. Po trzecie wreszcie, rosnąca presja na „stabilizację” relacji z Rosją stoi w jawnej sprzeczności z polską doktryną systemowego odpychania i neutralizowania Rosji.

Dopełnieniem tego obrazu pozostaje Ukraina – jednocześnie test determinacji Zachodu i barometr wiarygodności odstraszania. Osłabienie wsparcia dla Kijowa oraz naciski na szybki „pokój” oznaczałyby dla Polski podwójne ryzyko: pośrednie, poprzez wzmocnienie Rosji dodatkowymi zasobami i legitymizacją politycznomiędzynarodową (co zresztą sygnalizuje wstęp do niniejszej analizy), oraz bezpośrednie, poprzez skrócenie strategicznej głębi bezpieczeństwa na wschodniej flance. W tym sensie „pułapka strategiczna” nie jest pojęciem publicystycznym, lecz realnym ograniczeniem zdolności Polski do wyboru optymalnej ścieżki w coraz mniej sprzyjającym otoczeniu międzynarodowym.

Wyjście z „pułapki”

Wyjście z pułapki strategicznej wymaga przede wszystkim wypracowania kompatybilnej z NATO autonomii na poziomie państwowym i regionalnym, zarówno w narracji (co szczególnie istotne w relacjach z administracją Trumpa), jak i w praktyce. Każdy projekt europejski, w tym unijny, od produkcji amunicji, przez obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową, po zwiększenie interoperacyjności i militarnej mobilności, powinien być komunikowany jako bezpośrednie wsparcie planów Sojuszu.

Równolegle warto rozwijać współpracę z krajami nordyckimi i Europy Środkowo-Wschodniej, jak i stymulować kooperację między tymi właśnie państwami. Wspólne przedsięwzięcia — obejmujące produkcję zbrojeniową, utrzymywanie zapasów uzbrojenia i amunicji, kompatybilność ISR i artylerii oraz logistykę — pozwalają wzmocnić odstraszanie niezależnie od cykli politycznych w Waszyngtonie. Wraz z własnym wysiłkiem umożliwia to Polsce budowę własnej zdolności reagowania na zagrożenia, jednocześnie pozostając efektywnym partnerem w strukturach sojuszniczych. W połączeniu z rozbudową systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej tworzy to solidny fundament odporności i odstraszania. Kluczowa jest również dywersyfikacja zakupów i serwisu sprzętu militarnego: utrzymywanie miksu amerykańsko-europejskiego pozwoli wydatnie ograniczyć ryzyka polityczne i praktyczne związane z dostępnością uzbrojenia.

Równocześnie Polska powinna świadomie balansować między bandwagoningiem a (o ile to możliwe) hedgingiem. Jest jednak oczywiste, że to drugie można osiągać tylko poprzez asertywne gwarantowanie sobie sprawczości działania i reagowania na zagrożenia. Z tego właśnie względu wartością dla polityki bezpieczeństwa są relacje w ramach UE oraz przyjazne stosunki z europejskimi mocarstwami, mającymi przecież (co należy niektórym polskim decydentom stale przypominać) podobną do polskiej optykę zagrożeń.

Należy podkreślić, że NSS nie podważa znaczenia sojuszu z USA, ale redefiniuje jego charakter. Mniej tu wspólnoty celów, a więcej pragmatyzmu i transakcyjnych kalkulacji. Dla Polski jest to test dojrzałości strategicznej. Polska powinna zabiegać, by z jednej strony pozostawać blisko USA pod administracją Trumpa przy jednoczesnym budowaniu europejskiej odporności i jej autonomicznego potencjału odstraszania. Właśnie ta dwutorowość, a nie wybór „albo-albo”, stanowi dla polskich decydentów możliwość odzyskania przestrzeni strategicznego manewru i drogę do wyjścia z opisanej w niniejszej analizie pułapki strategicznej.

Arkadiusz Domagała,
Uniwersytet Wrocławski