Brutalnie tłumione demonstracje na ulicach irańskich miast wywołały wśród wielu analityków entuzjazm i nadzieję na to, że są one początkiem końca reżimu fundamentalistów szyickich, rządzących w Iranie od 1979 roku. Celem poniższej analizy jest wykazanie, że tego rodzaju nadzieje są co najmniej przedwczesne, a wręcz nawet pozbawione merytorycznych podstaw.

Choć demonstracje antyrządowe w Iranie, a zwłaszcza w stołecznym Teheranie, mają długą tradycję, to podstawy obecnych są zdecydowanie inne. Po raz pierwszy ich przyczyną stała się katastrofalna sytuacja ekonomiczna państwa spowodowana, z jednej strony, embargami USA oraz UE, a z drugiej, fatalną polityką gospodarcza rządu, które doprowadziły do hiperinflacji i dewaluacji lokalnej waluty w stosunku do amerykańskiego dolara. Reakcja władz ograniczyła się jedynie do wprowadzenia świadczeń socjalnych – umożliwienia zakupu podstawowych produktów spożywczych za ceny możliwe do zapłacenia przez większość obywateli. Nie mogło to jednak zapobiec katastrofie lokalnego biznesu (sklepików bazarowych i zaopatrujących je hurtowni), co w praktyce generuje ubożenie drobnych przedsiębiorców oraz bezrobocie. Zagrożeni głodem i ubóstwem ludzie wyszli na ulice, by wyrazić swój sprzeciw wobec tragicznej sytuacji ekonomicznej, na co władze zareagowały tradycyjnie: praktycznie nieograniczoną przemocą, w tym również strzelaniem do demonstrantów. Po raz pierwszy protestujący odpowiedzieli użyciem broni. Prezydent USA zagroził Teheranowi interwencją militarną w przypadku eskalacji konfliktu. Hasła polityczne zaczęły pojawiać się na późnym etapie protestów i sprowadzają się w zasadzie do żądania „zmiany władzy”. Ten ostatni aspekt wymaga głębszej refleksji.

W rządzonym przez islamski reżim Iranie nie istnieje żadna zorganizowana opozycja polityczna, gdyż wszelkie próby jej tworzenia były i są tłumione w zarodku przez służby specjalne państwa. Nie ma w związku z tym ani struktur, ani tym bardziej żadnego lidera lub liderów personifikujących sprzeciw wobec rządu religijnych radykałów. Wcześniejsze demonstracje były powodowane prześladowaniem poszczególnych grup społecznych, a więc kobiet czy mniejszości narodowych (zwłaszcza Kurdów). Miały także ograniczony zasięg terytorialny: Teheran, a niekiedy też inne większe miasta. Ich charakter był zatem „klasowy” i narodowościowy, angażujący zazwyczaj wyłącznie przedstawicieli elity społecznej lub osoby do niej aspirujące (studentów). Nie udawało się natomiast „umasowić” protestów na taką skalę, która stałaby się zbyt duża jak na możliwości aparatu policyjnego państwa. Przede wszystkim zaś reżim posiada silną legitymację religijno-prawną wypływającą z autorytetu przywódcy duchowego – ajatollaha Chameneiego oraz wspierających go pozostałych ajatollahów. W ten sposób każdą formę protestu władza sprowadza do aktu bluźnierstwa czy wręcz religijnej apostazji. Kolejnym elementem umacniającym pozycję władz państwowych w oczach społeczeństwa jest silny patriotyzm Irańczyków wynikający z blisko 3000-letniej tradycji nieprzerwanej państwowości persko-irańskiej. Jest on silnie eksploatowany w propagandzie państwowej już od samego początku rewolucji islamskiej, opierającej się na hasłach walki z zachodnim (amerykańskim) neokolonializmem, które można sprowadzić do zdania „ani Wschód, ani Zachód, tylko rewolucja islamska”. Takie myślenie jest ściśle związane z teologią szyizmu, która opiera się na poczuciu wiecznego prześladowania (najpierw przez sunnicką większość w świecie islamu, a później przez zachodnich, zwłaszcza anglosaskich, ale także rosyjskich/sowieckich, kolonialistów) i związanego z tym kultem męczeństwa (czyniącego społeczeństwo stosunkowo odpornym na nawet wielkie straty w ludziach poniesione w obronie wiary i opartego na niej systemu). Kolejnym elementem ideologii państwowej Iranu jest także (a wg niektórych badaczy – przede wszystkim) antyizraelskość (USA są w propagandzie państwowej nazywane „wielkim” a Izrael „małym” szatanem). Reżim do tej pory skutecznie rozgrywa propagandowo te czynniki w celu skupienia wokół siebie większości społeczeństwa, zwłaszcza zaś mieszkańców prowincji. Dotychczasowe protesty nie zdołały przyciągnąć na tyle dużej liczby uczestników, aby siły policyjne reżimu nie mogły ich skutecznie zwalczać, także z użyciem publicznie stosowanej przemocy.

Obecne protesty pozornie mają większe szanse powodzenia, gdyż kryzys gospodarczy dotyka przeważającą liczbę obywateli Iranu. Jednakże nadal występują czynniki, które uniemożliwiają konsolidację społeczeństwa wokół jakiejś nowej koncepcji państwa:

  1. brak sformalizowanego przywództwa a w szczególności lidera/grupy liderów, personifikujących postulaty protestujących.
  2. brak choćby nawet bardzo ogólnego programu reform politycznych czy gospodarczych, którego realizacji protestujący mogliby się domagać. Nie ma go nawet na poziomie najbardziej ogólnych haseł.

Pomimo używania przez część protestujących symboliki przedrewolucyjnego Iranu (lwa i słońca), trudno twierdzić, że wszyscy lub większość demonstrujących to monarchiści. W tym kraju dorasta już trzecie pokolenie, które nie pamięta rządów szacha, a wiedzę o tym okresie czerpie albo z oficjalnej (negatywnej) propagandy, albo z przekazów rodzinnych (bardzo zróżnicowanych, gdyż okres monarchii nie był czasem ani demokracji, ani wolności, ani powszechnego dobrobytu), albo z własnych wyobrażeń. Ponadto restytucji monarchii przeszkadza także jednoznaczne poparcie powrotu syna Rezy Pahlawiego przez USA, a zwłaszcza Izrael. Takie stanowisko Waszyngtonu i Tel Awiwu daje reżimowi islamskiemu proste narzędzie do walki z nim: tradycyjną propagandę opartą na haśle dążenia tych dwóch państw do zniszczenia i kolonizacji Iranu oraz jego zasobów. W ten sposób nawet niechętni reżimowi Irańczycy są postawieni przed wyborem: albo opresyjny ale „własny” rząd, albo „amerykańsko-izraelska marionetka – szach” i to opcja pierwsza może być dla nich „mniejszym złem”. Ewentualna amerykańska interwencja zbrojna jedynie pogłębiłaby problem konieczności dokonania dramatycznego wyboru, a biorąc pod uwagę silny patriotyzm Irańczyków, wielu potencjalnych przeciwników reżimu stanęłoby wówczas po jego stronie. Poza tym pretendent do tronu całe swoje dorosłe życie spędził na emigracji i nigdy nie był elementem krajowej sceny politycznej ani realnym przywódcą jakiegokolwiek środowiska opozycyjnego. Funkcjonuje w świadomości społecznej raczej jako „symbol starych czasów”, które dla jednych były dobre, a dla innych – bardzo złe. Nie może zatem stać się nagle czynnikiem jednoczącym społeczeństwo, tym bardziej że jak dotąd nie przedstawił wizji państwa, która mogłaby być alternatywą dla obecnego reżimu.

Mimo ponad 3000 lat nieprzerwanej państwowości Iran praktycznie nie ma tradycji demokratycznych czy republikańskich, nie licząc krótkotrwałych rządów premiera Mosaddegha, obalonych wspólnie przez wywiady USA i Wielkiej Brytanii. Zatem postulat „zaprowadzenia w Iranie demokracji” dla większości Irańczyków jest hasłem pustym. Tym bardziej że nie istnieje żadna zorganizowana grupa opozycyjna, która posiadałaby jakikolwiek program jak owo „nowe państwo” miałoby wyglądać. Warunki stworzone przez teokratyczne państwo quasi-totalitarne uniemożliwiają prowadzenie debaty na temat alternatywnych wobec obecnej władzy rozwiązań czy to politycznych, czy ekonomicznych. Nie ma również postaci, które mogłyby reprezentować alternatywne projekty, jak to miało miejsce na początku rewolucji antymonarchistycznej w 1979 roku, która dopiero na dalszym etapie przekształciła się (przez eliminację konkurencji politycznej) w rewolucję islamską.

Rozwój sytuacji w Iranie może mieć różnorakie implikacje dla środowiska międzynarodowego. Utrzymanie reżimu w obecnym kształcie, a co za tym idzie – embarga gospodarczego, zmusi Teheran do zwiększenia sprzedaży broni (np. dronów i technologii do ich produkcji) zarówno aktorom państwowym, jak i niepaństwowym (tym organizacjom terrorystycznym i przestępczym, które dysponują odpowiednimi funduszami). To zaś w sposób oczywisty będzie destabilizować stosunki międzynarodowe, a także sytuację wewnętrzną w najbliższym otoczeniu Iranu oraz wymusi większą aktywność państw dysponujących potencjałem morskim do zapobiegania handlowi bronią na większe dystanse. Z drugiej strony jednak kryzys finansowy w Iranie będzie oznaczać (a w zasadzie już oznacza) poważne problemy dla organizacji sponsorowanych do tej pory przez Teheran, takich jak Hamas czy Hezbollah, co z pewnością leży w interesie Izraela i Stanów Zjednoczonych. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, czy w końcowym rozrachunku poziom bezpieczeństwa regionalnego i międzynarodowego, zależny od międzynarodowego handlu bronią, nie obniży się w stosunku do dotychczasowego. Scenariusz upadku instytucji państwowych Iranu może wygenerować jeszcze większą skalę opisanych wcześniej zagrożeń, gdyż jakkolwiek potencjał produkcji zbrojeniowej Iranu zapewne zostanie zniszczony, to zasoby armii oraz Gwardii Strażników Rewolucji Islamskiej trafią na wolny rynek. Terytorium Iranu stanie się natomiast obszarem wojny domowej, co wygeneruje znacznie większą falę migracji (w tym do Unii Europejskiej) niż w przypadku represji starającego się utrzymać przy władzy reżimu. Skutkiem rozpadu Iranu może być eskalacja dążeń niepodległościowo-integracyjnych Kurdów, którzy zamieszkują niestabilny sąsiedni Irak, a także Turcję. Z kolei perspektywa możliwości secesji irańskiej części Beludżystanu może doprowadzić do eskalacji podobnych żądań ze strony Beludżów w Pakistanie i Afganistanie (i/lub także zaktywizuje działającą na razie głównie w Afganistanie organizację Islamskie Państwo Chorasanu, będącą lokalnym odgałęzieniem tzw. Państwa Islamskiego). Trudno jest przewidzieć, jak zachowają się irańscy Azerowie, którzy z powodu podziału na szyitów i sunnitów do tej pory nie przejawiali tendencji do zmiany istniejących granic państwowych. Oczywiście zaistnienie kolejnego państwa upadłego na Bliskim Wschodzie będzie generować także inne, typowe dla takich zjawisk zagrożenia, związane z powstaniem „safe heaven” dla organizacji terrorystycznych, produkcją narkotyków, handlem ludźmi, bronią i innymi formami zorganizowanej przestępczości międzynarodowej. Każdy z opisanych powyżej scenariuszy będzie katastrofą przede wszystkim dla Irańczyków, którzy staną się ofiarami albo „zaostrzania kursu” przez reżim, albo anarchii w jakiej pogrąży się Iran.

Najbardziej optymistycznym scenariuszem będzie (najmniej prawdopodobna) całkowita zmiana reżimu na bardziej liberalny (w takim znaczeniu, w jakim jest to możliwe w irańskim społeczeństwie) lub też transformacja obecnego systemu przeprowadzona metodami pokojowymi (nawet po czasowym „zaostrzeniu kursu”), podobna do tej, z jaką mieliśmy do czynienia w naszej części Europy. W takim przypadku Iran stanie się elementem stabilizującym w regionie, powstrzymującym sunnicki ekstremizm (czy to w wersji afgańskich Talibów, czy też w formie kolejnego wcielenia tzw. Państwa Islamskiego). Otwarcie Iranu dla inwestycji zagranicznych będzie korzystne zarówno dla niego samego, jak i dla firm zaangażowanych w ten proces.

Warto również zastanowić się, kto potencjalnie może skorzystać na chaosie w Iranie. Skupienie się Teheranu na siłowym rozwiązaniu kryzysu wewnętrznego ograniczy jego aktywność militarną (w tym możliwości działań asymetrycznych) poza granicami. To z pewnością oznaczać będzie poprawę bezpieczeństwa w Izraelu, o ile władze irańskie nie spróbują odwrócić uwagi własnego społeczeństwa przez sprowokowanie kolejnego konfliktu. Jednak doświadczenia z ostatniej akcji odwetowej Tel Awiwu wskazują, że tego rodzaju działania przyniosły ostatecznie skutek odwrotny od zamierzonego (wykazały jednoznacznie słabość sił irańskich w konfrontacji z państwem uznawanym przez nie za głównego wroga w regionie). Drugim beneficjentem chaosu w Iranie jest Królestwo Arabii Saudyjskiej. Rijad boryka się z długotrwałą wojną domową w Jemenie, gdzie popierane przez niego siły zmagają się ze wspomaganymi przez Iran bojownikami Huti. Obecnie możliwość zaangażowania się Teheranu w konflikty poza własnymi granicami została mocno ograniczona (jeśli nie wykluczona), co niewątpliwie leży w interesie KAS. Ponadto słaby wewnętrznie Iran przestanie być konkurencją dla Rijadu w walce o przywództwo polityczne w regionie Bliskiego Wschodu oraz szerzej – w świecie islamu. Z podobnych przyczyn na słabości Iranu skorzysta także Turcja, mająca również własne ambicje zarówno na Bliskim Wschodzie i w Azji Środkowej. Jednak tu pojawia się poważne zagrożenie związane z potencjalnym oderwaniem się irańskiej części Kurdystanu i ewentualnością zjednoczenia politycznego Kurdów irańskich, irackich i syryjskich (dążenie do zapobieżenia temu procesowi poprzez podsycanie wewnątrz-kurdyjskich konfliktów będzie generować dodatkowe koszty finansowe oraz polityczne). Te korzyści będą niwelowane przez wzrost zagrożenia w przypadku, gdyby Iran stał się państwem upadłym. Można tu zatem sparafrazować zdanie, jakie wypowiedział w latach 80. prezydent Pakistanu Muhammad Zia ul-Haq o Afganistanie: w interesie lokalnych konkurentów Teheranu leży, żeby w Iranie „gotowało się, ale nie zaczęło kipieć”. W przeciwnym wypadku chaos może rozszerzyć się także na inne państwa regionu, a jedynymi jego beneficjentami będą organizacje terrorystyczne oraz handlarze bronią, ludźmi i narkotykami.

Osobnym problemem jest to, w jakim stopniu obecna sytuacja w Iranie i możliwe scenariusze wpłyną (albo już wpływają) na sytuację międzynarodową w wymiarze globalnym, a więc na stan chaosu lub też tworzenia się nieznanego nam jeszcze porządku międzynarodowego. Obecny konflikt wewnętrzny z pewnością oddziałuje w jakiś sposób na wojnę rosyjsko-ukraińską. Od pewnego czasu Iran dostarcza Rosji drony bojowe Szahed, a także zapewne inne środki walki. Obecne zagrożenie interwencją militarną USA znacząco ogranicza możliwości eksportowe Iranu w tym zakresie. Przejęcie przez Amerykanów kontroli nad Iranem (choć w najbliższym czasie mało prawdopodobne) znacząco zmieniłoby architekturę bezpieczeństwa zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i w Azji Centralnej, przywracając ją do stanu sprzed 1979 roku. Byłoby to zarówno strategiczną, jak i wizerunkową porażką Rosji, a także Chińskiej Republiki Ludowej (która utrzymuje do tej pory bliskie stosunki z Iranem oraz rozciągnęła swoją strefę wpływów na proamerykański dotychczas Pakistan). Zniesienie embarga, a co za tym idzie, umożliwienie Iranowi eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego, spowodowałoby spadek cen tych surowców na światowych rynkach (rząd w Teheranie wykorzystałby całość swoich możliwości eksportowych, by pozyskać środki na zahamowanie obecnego kryzysu gospodarczego). To zaś uderzyłoby w podstawy ekonomiczne rządów Władimira Putina w Rosji, która już obecnie, chcąc konkurować na światowych rynkach, sprzedaje swoje węglowodory na granicy ekonomicznej opłacalności. Zagrożone byłyby także wpływy państw Zatoki Perskiej (stąd dystans do demonstracji w Teheranie prezentowany przez Arabię Saudyjską, która do tej pory była uważana za głównego konkurenta ideologicznego Iranu w świecie islamu). Zaangażowana militarnie w wojnę na Ukrainie Rosja nie ma wystarczających zasobów do wsparcia militarnego czy finansowego rządzącego Iranem reżimu (pomijając możliwość udzielenia schronienia ajatollahowi Chameneiemu i za jego pośrednictwem destabilizowania sytuacji w Iranie). Trudno sobie również wyobrazić sytuację, w której Chiny wysłałyby siły zbrojne, by wesprzeć władze w Teheranie, gdyż wymagałoby to jakieś formy współpracy z afgańskimi Talibami czy władzami Azerbejdżanu. Poza tym do tej pory Pekin unikał takiego zaangażowania poza swoimi granicami i najprawdopodobniej Iran nie będzie w tej kwestii precedensem. Pakistan ma obecnie poważne problemy na granicy z Afganistanem i „zamrożony” konflikt z Indiami, więc nie jest zainteresowany w zaangażowaniu się (nawet tylko biernie) w otwarte działania w Iranie. Natomiast pogłębiający się chaos w Teheranie stanie się zapewne kolejnym czynnikiem sprzyjającym pogłębieniu współpracy „islamskiej” z Królestwem Arabii Saudyjskiej oraz Turcją (który to proces postępuje niezależnie od obecnych wydarzeń), tym razem bez obaw o pogorszenie stosunków z południowo-zachodnim sąsiadem. W wymiarze ponadregionalnym głównym beneficjentem obecnej sytuacji w Iranie są zatem Stany Zjednoczone. Mogą one wykorzystać radykalne osłabienie Iranu zarówno w celach propagandowych, jak i realnie politycznych, jako element walki o (od-)budowę swoich wpływów na styku Bliskiego i Środkowego Wschodu, a także do zwiększenia ekonomicznej presji na Rosję i Chiny (zyskując w ten sposób pełną kontrolę nad strategiczną Cieśniną Ormuz zamykającą wejście do Zatoki Perskiej). Natomiast ewentualne zaangażowanie militarne USA (którego w realiach administracji D. Trumpa nie można wykluczyć) długofalowo nie leży w interesie Waszyngtonu, gdyż ta wojna byłaby kolejną, której nie da się ostatecznie wygrać, ponieważ opór lokalnego społeczeństwa byłby co najmniej tak silny, jak w Iraku czy Afganistanie, podobnie jak brak powszechnej akceptacji dla rządu stworzonego pod egidą USA.

W tak rysującej się sytuacji nie widać realnych szans na obalenie reżimu irańskiego przez siły zewnętrzne. Interwencja z zewnątrz spowoduje konsolidację społeczeństwa wokół reżimu, ewentualnie podział na zwolenników władzy i ludzi oczekujących zmian z pomocą agresora (jak to miało miejsce w Afganistanie). Wejście wojsk USA do Iranu zapewne (podobnie jak w przypadku operacji w Iraku i Afganistanie) początkowo zakończyłoby się militarnym sukcesem, wynikającym z różnicy potencjałów militarnych. Jednakże nienawiść wobec agresora spowodowałaby narastanie oporu wobec niego samego oraz jego „marionetek”, co z kolei przekształciłoby się w długotrwałą wojnę domową, a sam Iran stałby się w praktyce kolejnym państwem upadłym z wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami zarówno dla Irańczyków, jak i dla ich otoczenia międzynarodowego. Lepszym z realnych scenariuszy byłoby doprowadzenie do reform systemowych przeprowadzonych w ramach istniejącego systemu. Nie jest to jednak możliwe w warunkach masowych i krwawych demonstracji, które władza pacyfikuje z użyciem przemocy. Podjęcie przez władze reform w tych okolicznościach byłoby oznaką słabości i prowadziłoby do dalszej eskalacji przemocy. Nadzieją dla Irańczyków może być tu „demografia”: obecny przywódca duchowy jest już osobą wiekową. W ramach systemu trwają już z całą pewnością dyskusje nad kandydaturą jego następcy. Choć decydenci są przedstawicielami „twardogłowych”, to jednak katastrofalna sytuacja gospodarcza oraz obecne protesty mogą skłonić ich do refleksji nad rozluźnieniem reżimu i koniecznością poszukiwania jakiegoś modus vivendi z USA i Zachodem wobec braku realnej pomocy ze strony Chin i/lub Rosji. Skutkiem takiego pragmatycznego podejścia może być stworzenie jakiejś „koncesjonowanej opozycji” (choćby poprzez „sterowany” podział w rządzącej elicie) i przekazanie władzy w ręce bardziej umiarkowanych (dzięki czemu łatwiej akceptowalnych poza Iranem) duchownych, którzy odrzucą agresywną retorykę, prace nad pozyskaniem broni nuklearnej oraz wspieranie organizacji terrorystycznych, co z kolej umożliwi rozluźnienie/zniesienie embarga i otwarcie Iranu na rynki międzynarodowe – to zaś poprawiłoby codzienne życie Irańczyków. Proces taki musiałby być rozłożony w czasie, choć nie jest jasne, czy obecna administracja amerykańska ma zamiar dać Iranowi ten czas.

Aleksander Głogowski,
Uniwersytet Jagielloński