Z dziwnym zjawiskiem mamy w ostatnich miesiącach w Polsce do czynienia. A to w kontekście agresji Rosji na Ukrainę i podejrzenia, że Rosjanie zechcą pójść dalej, to znaczy dokonać jakiejś nawet cząstkowej agresji przeciwko zwłaszcza Polsce lub krajom bałtyckim, aby przetestować NATO. Niezależnie od tego, jak ten scenariusz jest sam z siebie prawdopodobny, w Polsce mamy wysyp podpowiadaczy Rosji, jak mogłaby to skutecznie, a co ważne także bezkarnie, zrobić. Ci podpowiadacze to przede wszystkim byli wojskowi, oficerowie na emeryturze oraz niezależni eksperci specjalizujący się w sprawach bezpieczeństwa i obronności. Otóż na wyprzódki w wielkich mediach wymyślają, jak Rosja mogłaby obejść polską obronę. Pokazują Rosjanom dziury w naszym w płocie, zmurszały mur, śpiącą wartę czy deficyt określonego rodzaju uzbrojenia. Przekonują zarazem, że gdyby Rosja zechciała skorzystać z którejś z ich podpowiedzi, nasi sojusznicy byliby w kłopocie. Bo na przykład skok kilkunastu żołnierzy przez płot albo atak „zabłąkanym” dronem na jednostkę wojskową to jest już sytuacja z artykułu 5. czy jeszcze nie.

Poważnych scenariuszy przedstawianych przez podpowiadaczy Rosji jest kilka, począwszy od najbardziej popularnego, czyli zajęcia przesmyku suwalskiego. Nie bardzo wiadomo, dlaczego Rosjanie mieliby to robić; tacy głupi nie są, aby narażać się na ogromne straty, a następnie nie móc tego przesmyku utrzymać, skoro mają inne drogi swobodnego kontaktu z okręgiem królewieckim. No chyba że chcielibyśmy im zamknąć dostęp od morza. Ale Putin już zapowiedział, że taka próba skończyłaby się użyciem broni jądrowej. W zdobywanie przesmyku by się nie bawił. Tak, kariera tego przesmyku w wyobraźni naszych strategów od dawna mnie zdumiewa. Ale ich wyobraźnia jest bezgraniczna. Wysuwają nieustannie nowe pomysły i podsuwają je Moskwie w nadziei, że Putin z czegoś w końcu skorzysta. Oczywiście, dużo jest tych pomysłów z użyciem dronów i rakiet oraz „zielonych ludzików”, także lądujących na plaży. W każdym z tych scenariuszy jest nasza bezradność i zakłopotanie Sojuszu – pomóc tym Polakom, czy czekamy na poważniejszą zaczepkę. Nie chcę tu wchodzić w szczegółową analizę tych pomysłów, ich sensu czy bezsensu, interesuje mnie samo zjawisko podpowiadania Rosjanom, jak nas załatwić.

Uważam, że publiczne robienie takich rzeczy jest co najmniej nie na miejscu. Jeśli podpowiadacze mają w głowie takie scenariusze czy podejrzenia, że Rosjanie mogliby spróbować z nich skorzystać, powinni się z tym zgłosić do MON-u, a zwłaszcza Sztabu Generalnego. Nasze słabości tam powinny być analizowane i tam należy znajdować na nie odpowiedzi, a wszystko z odpowiednią klauzulą niejawności. W takiej sytuacji jak obecna, nie wolno strzelać do własnej bramki. A na koniec, warto przypomnieć tym podpowiadaczom, że Spartanie pod Termopilami polegli właśnie dlatego, że do Persów zgłosił się na ochotnika pewien Grek, imię już sobie daruję, który obiecał ich poprowadzić sobie znanym obejściem na tyły wojsk Leonidasa. Dalszy ciąg znamy. Grecki podpowiadacz został wynagrodzony; nasi, jak sądzę, naśladują go za darmo. Nawiązując do słów znanej piosenki Czerwonych Gitar, należy zaapelować do naszych medialnych strategów-podpowiadaczy (Putinowi), aby nie udawali Greka…

Roman Kuźniar,
Uniwersytet Warszawski